Monika Dylewska
Sobota, późne popołudnie, zdecydowanie pora obiadowa. Rezerwacji dokonałam wcześniej, od razu otrzymałam wiadomość sms, a w dniu wizyty zadzwoniła do mnie obsługa by upewnić się, czy rezerwacja nadal aktualna. Na wejściu przywitał nas kelner, który obsługiwał nasz stolik do końca wizyty. Odebrał nakrycia wierzchnie, wskazał stolik i od razu zaproponował wodę do picia. Następnie pokazał karty i opowiedział o menu (to miły akcent, który rzadko już można spotkać), który potwierdza znajomość karty przez osoby obsługujące. Na przystawki wybraliśmy misto mare oraz crudo di capesanta. Mięciutkie przegrzebki z kaparami, delikatne - podawane na zimno. Misto mare to owoce morze podane na sosie, wydaje mi się że paprykowo pomidorowym lub może czymś innym, co nie zmienia faktu, że pysznym :) do tego focaccia z musem masłowym (taka chmurka, puch) coś delikatnego, subtelnego. Na dania główne wybraliśmy polpo grigliato czyli ośmiornica z kalafiorem na pure - bardzo smaczne danie, jednak gwiazdą była jagniecina z ravioli z musem z koziego sera. Obłęd! Wrócę na pewno nie raz. Restauracja wydaje się spora, jeśli chodzi o liczbę stolików. Wchodząc do środa jest ich parę, następnie przechodząc obok baru jest kolejna sala oraz patio, które najbardziej mnie urzekło, pełne kwiatów i fajnego klimatu.



